Mieszkanie na jachcie a praca, czyli czy można połączyć pasję z pracą.

Mieszkanie na jachcie to dla wielu osób synonim wolności, niezależności i bliskości natury. Czy jednak da się prowadzić takie życie jeśli nie wygrałeś/aś w totlotka lub nie zasilił go pokaźny spadek? Czy da się korzystać z uroków, jakie niesie pływający dom, z jak najbardziej prozaicznym zarobieniem na chleb. I rum. Że o kosztach remontów jachtu, czy postoju (póki co) nie wspomnę. Dzięki rozwojowi pracy zdalnej i usług w branży żeglarskiej, jacht może być nie tylko domem, ale także źródłem dochodu.

Życie na jachcie – ile to kosztuje?

Od tego chyba trzeba zacząć. Przyjrzyjmy się zatem jakie koszty czekają kogoś, kto chce rzucić „Mordor na Domaniewskiej” i zostać swoim własnym „sterem, żeglarzem, okrętem”. Segment ten możemy podzielić na dwie składowe. Po pierwsze – jacht i wyatki z nim związane jak opłaty portowe czy naprawy. Po drugie – życie – jedzenie, kino, restauracja, czyli to wszystko na co i tak wydajemy pieniądze, niezależnie czy jest to Wrocław czy Barcelona.

Jacht, postoje, naprawy – jaka jest cena niezależności?

  • Jacht. Wszystko zależy od wielkości, komfortu, tego czy jest nowy czy używany, wyposażenia, stanu, wieku… czynników jest wiele. Wydaje się, że używana, jednokadłubowa konstrukcja, spełniająca wymogi bezpieczeństwa i komfortu to koszt co najmniej 300 000 złotych, do tego zapewne trzeba doliczyć kilkadziesiąt tysięcy na doposażenie w odsalarkę, panele słoneczne i tak dalej. Nowy, 14-16 metrowy jacht dobrze przyzwoicie wyposażony pod kątem wyprawy – powyżej lub znacznie powyżej pół miliona. EURO.
  • Ubezpieczenie. O ile samo OC, to kwota kilkuset euro rocznie, to Casco to kwoty kilku tysięcy euro. Im dalej od Europy, im droższy jacht – tym więcej.
  • Postoje w porcie. Ceny różnią się i to bardzo ale zawsze zależą od długości jachtu. O ile na Cykladach, w sezonie, postój z prądem i wodą kosztuje 10 euro; o tyle W Chorwacji czy na Majorce – nawet dwieście euro! Jeśli chcesz wykupić miejsce w porcie, w Europie, na cały sezon, to kwoty ZACZYNAJĄ SIĘ od kilku tysięcy euro.
  • Maintenance. Rzeczy się zużywają i psują – truizm. Nową lodówkę do mieszkania kupisz za 1 500-2 000 złotych. Lodówkę na jacht – za 1 000 euro. A jest wielkości 1/3 tej, którą masz w domu. Rzeczy z segmentu „marine” są co najmniej połowę droższe od swoich „lądowych” odpowiedników. Co miesiąc warto więc odkładać kilkaset złotych na budżet remontowy. 
  • Paliwo. Czasem musisz popłynąć gdzieś, pomimo, że nie wieje, czasem musisz doładować akumulatory. Do tego dochodzi paliwo do dinghy – Twojego głównego środka transportu z jachtu na brzeg. To co najmniej kilkanaście euro miesięcznie.

Życie codzienne.

  • Pranie. Jeśli nie masz pralki na jachcie, załóż 1 euro za kilogram prania. Podobnie za suszenie.
  • Prąd, woda, ścieki. Czasem opłaty za prąd i wodę są zryczałtowane w opłacie portowej, czasem płacisz za zużycie. To raczej kwoty typu kilka euro za noc. Przy dłuższych postojach stawki są lepsze. W ramach opłaty portowej możesz korzystać z prysznicy i toalet, które są w marinie. Czasem także basenu i innej infrastruktury. W Singapurze w marinie był ogólnodostępny basen, w Tajlandii – basen, siłownia i sauna. 
  • Jedzenie. Tu się chyba nie muszę rozpisywać. Kaszanka jest tańsza niż kawior 😉 Choć są miejsca gdzie świeży tuńczyk jest tańszy niż mozarella.
  • Ubranie. Przekonasz się, zwłaszcza żyjąc w ciepłym rejonie, że garderoba składająca się z kilku par koszulek i spodenek jest całkowicie wystarczająca. Do tego masz często jedną parę butów, bo wszędzie chodzisz boso lub w klapkach.

Podsumowując. Kupno jachtu to tylko początkowy wydatek. Żyjąc na jachcie ponosisz koszty związane z jego eksploatacją jak paliwo czy opłaty portowe. Rozsądnie jest założyć 10 000 euro rocznie na podstawowe wydatki związane z przyjemnością posiadania swojego jachtu. Jeśli często stoisz w portach – podwój a nawet potrój tę kwotę. 

Jak zarabiać, mieszkając na jachcie?

Najlepiej – szybko i dużo. Ale różnie z tym bywa. A jakie są możliwości? Poniżej moja, subiektywna, lista możliwości zarobkowych.

Skipper, kapitan lub instruktor żeglarstwa, to chyba oczywiste.

I tak i nie. Aby być skipperem / kapitanem nie musisz mieszkać na jachcie. Ba! Nie musisz nawet mieszkać nad morzem! Wszak do większości miejsc, gdzie odbywają się rejsy i tak musisz dolecieć. No chyba, że ograniczasz się do rejsów „dookoła komina”. Możesz wozić klientów na jakieś jednodniowe rejsy wędkarskie czy w poszukiwaniu delfinów lub wielorybów, być skipperem na łodzi nurkowej itp. W miejscowościach turystycznych tego typu propozycji dla znudzonej klienteli hotelowej jest dużo. Jednak jeśli prowadzisz bardziej tradycyjne rejsy, które trwają tydzień lub dłużej, istotnym elementem staje się bezpieczeństwo Twojego jachtu. O ile pozostawienie go w porcie nie stanowi problemu (poza finansami), bo keje są zamykane, jest ochrona itp., o tyle pozostawienie go na kotwicy już takie bezpieczne nie jest. I to z dwóch powodów. Po pierwsze – kotwica nie jest niezawodnym sposobem na pozostawienie jachtu w miejscu. Zawsze istnieje ryzyko, że się zerwie, zwłaszcza jeśli przyjdzie zmiana kierunku wiatru lub sztorm. Po drugie – włamania. Samotnie pozostawiony jacht jest łatwym łupem dla złodziei. W obu wypadkach najprostszym i najlepszym środkiem zaradczym są zaprzyjaźnieni sąsiedzi. Lub ktoś na pokładzie.

Praca zdalna z jachtu – pływające biuro.

Coraz więcej osób czy zawodów może pozwolić sobie na pracę zdalną. Cyfrowi nomadzi nie potrzebują meldować się o 9:00 w biurze. Pracują zdalnie lub zadaniowo. Programiści, graficy, copywriterzy, marketerzy, specjaliści IT czy konsultanci online mogą pracować z dowolnego miejsca, o ile mają dostęp do internetu i energii. Coraz wydajniejsze panele słoneczne i systemy magazynowania prądu (akumulatory LiFePO4 mają niemal dwukrotnie większą pojemność w porównaniu z AGM ) sprawiają, że zasilanie urządzeń, które wykorzystujesz do pracy nie stanowi problemu. Internet mobilny pozwala na bezproblemowy dostęp do sieci w bardzo rozsądnych cenach a systemy satelitarne sprawiają, że nawet środek oceanu może stać się miejscem pracy. Kluczowe są dobra organizacja czasu i oraz, w niektórych przypadkach, bycie w podobnej strefie czasowej co Twoi współpracownicy. Płynąc z Galapagos na Polinezję zepsuł nam się generator. Próby diagnozy i naprawy trwały cztery dni, bo kiedy serwis zaczynał odbierać telefony czy odpisywać na maile, czyli gdzieś od 8:00 rano; u nas była 23:00 czy 24:00. A do pewnych rzeczy światło się przydaje. Albo dostęp z kabiny gdzie właśnie ktoś śpi. 

Przy dłuższych przelotach, dla możliwości pracy, nie bez znaczenia będzie także pogoda.

Praca w branżach okołożeglarskich, czyli dobrze jest mieć fach w ręku.

Im dalej od Europy odpłyniesz, tym bardziej dotrze do Ciebie, że bycie marketing managerem, dyrektorem sprzedaży czy innym „wysokim specjalistą do spraw przerzucania danych z komórki do komórki w excelu” brzmi dumnie, ale tylko tutaj. I to w dużych miastach. Kiedy dopływasz do wyspy, na której żyje tysiąc mieszkańców, liczy się to czy umiesz spawać, pracować z drewnem, czy znasz się na elektryce, potrafisz naprawić silnik. Albo jesteś lekarzem. Tam raczej nikt Ci nie zapłaci za doradztwo inwestycyjne czy finansowe. Ale jeśli znasz się na elektryce czy mechanice na pewno znajdziesz możliwość zarobku. No i obniżysz koszty użytkowania swojego jachtu, bo nie będziesz z byle pierdołą dzwonić po serwis.

Zostań Youtuberem, choć brzmi to strasznie.

Blog, kanał na YouTube, podcast czy media społecznościowe to kolejny sposób na zarabianie, mieszkając na jachcie. Treści związane z żeglarstwem, podróżami i życiem na morzu przyciągają odbiorców, a wraz z nimi pojawiają się przychody z reklam, afiliacji i współprac sponsorskich. Do tego patronite, postaw kawę i co tam jeszcze. Czy i ile można na tym zarobić, trzeba by zapytać Dawidowskich, Olę i Michała z Crystal. Albo tego aktora, który płynie dookoła świata. No ale to trzeba lubić sprzedawać swoją prywatność. I jak oglądam czasem żeglarskiego YT, to mam wrażenie, że więcej tak pozy niż wiedzy i umiejętności.

Rób rejsy.

To chyba najpopularniejsza opcja reperowania budżetu kiedy mieszkasz na jachcie. Masz wolną kajutę lub dwie? Jesteś w ładnym miejscu? Nic nie stoi na przeszkodzie! Plusy:

  • Nie musisz mieć firmy.
  • Nie płacisz ZUSu i podatków.
  • Nie musisz być organizatorem turystyki (a polskie prawo nie rozróżnia specjalnie małej firmy turystycznej i TUI).
  • Ogólnie dużo wolności, zwłaszcza jeśli klienci płacą Ci gotówką.

Powyższe obejście przepisów Polskiego prawa podatkowego jest możliwe, jeśli pływasz poza Europą. W Europie, zwłaszcza Unii nie jest to aż takie proste. Dodatkowo wiele krajów UE (Hiszpania, Grecja, Chorwacja) chroni swój rynek czarterowy i przeprowadzane są liczne kontrole na jachtach obcych bander. Jeśli nie prowadzisz działalności w danym kraju czekają Cię konsekwencje finansowe. Do konfiskaty jachtu włącznie.

Minusy:

  • Szczera i niekłamana nienawiść konkurencji, która prowadzi biznes w Polsce, w sposób legalny.
  • Jeśli przyjmujesz wpłaty przelewem – Urząd Skarbowy może zająć 75% przychodów z nielegalnych (czyli nieopodatkowanych) źródeł.
  • Dostając w paszporcie wizę małego, wyspiarskiego kraju jest na niej klauzala zakazu pracy. Złamanie zakazu grozi aresztem i deportacją. Oraz konfiskatą jachtu.

Jak widać – pracować na jachcie da się. Da się łączyć pasję i pracę. Trzeba mieć jednak na siebie pomysł. Ale to dokładnie tak jak w życiu.

FAQ – najczęstsze pytania o zarabianie na jachcie

Czy można pracować zdalnie, mieszkając na jachcie?
Tak, wiele zawodów pozwala na pracę zdalną z jachtu, pod warunkiem dostępu do internetu, zapasu energii elektrycznej i, zazwyczaj, podobnej strefy czasowej.

Ile można zarobić, będąc skipperem?
Zarobki zależą od regionu, sezonu i doświadczenia, ale często pozwalają na pełne utrzymanie życia na jachcie.

Czy życie na jachcie jest tańsze niż na lądzie?
Może być tańsze, jeśli ograniczysz mariny i dostosujesz styl życia do możliwości jednostki.

Czy trzeba mieć własny jacht, żeby na nim zarabiać?
Nie – można pracować na cudzych jachtach jako skipper, kapitan lub członek załogi.