Karaibskie Małe Antyle

Małe Antyle to łuk kilkudziesięciu wysp rozciągnięty na ponad 1000 mil morskich między Wyspami Dziewiczami a Trynidadem i Tobago. Oddziela on Ocean Atlantyki od Morza Karaibskiego. To żeglarski raj zupełnie inny niż Grecja czy Chorwacja: zamiast zmiennej pogody i termicznych wiatrów mamy tu pasat, wiejący ze stałego kierunku, praktycznie przez cały rok, ciepłą jak zupa wodę (26-29°C) i wyspy, na których francuskie bagietki sąsiadują z rastafariańskim reggae i angielską kolonialną historią.

Pływam tutaj na dwóch trasach: 

  • Klasycznej południowej, wiodącej z Martyniki przez Saint Lucie i Saint Vincent na Grenadyny – najbardziej pocztówkowe miejsce tej części Karaibów.
  • Północnej: z Gwadelupy (z fantastycznym podwodnym rezerwatem Jacques Cousteau) przez Îles des Saintes, Antigue (Lord Nelson Dockyard!) na  bajeczne plaże Barbudy.

Pasat – czyli słowo o pogodzie na Karaibach.

Znakiem rozpoznawczym żeglowania po Małych Antylach jest pasat (Trade Wind) – wiejący przez cały rok wiatr ze wschodu / północnego wschodu wiatr. To jeden z niewielu akwenów na świecie, gdzie kierunek wiatru można przewidzieć z dużą dozą pewności na wiele dni naprzód. Najsilniej wieje w szczycie sezonu, od grudnia do lutego, gdy średnia prędkość przekracza 15–20 węzłów, a przełomie grudnia i stycznia (tzw. Christmas Winds) potrafi w porywach osiągać nawet do 30 czy 40 węzłów. Latem, od czerwca do sierpnia, pasat słabnie do 10–15 węzłów i robi się mniej stabilny.

Między wyspami – podobnie jak na Cykladach czy Wyspach Kanarysjkich spotkamy się z silniejsyzm wiatrem. To tzw. efekt dyszy, a mówiąc bardziej naukowym językiem – zwężka Venturiego. Wiatr przyspiesza w wąskich kanałach, więc przejścia między wyspami zawsze obfitują w wiatr, który następnie „przykleja się” do lądu i zakręca. Za wysokimi wyspami woda jest spokojna i  czasem trafiają się obszary bez wiatru, zwłaszcza za najwyższymi szczytami. Zatem żeglujac tutaj czeka nas miks intensywnego żeglowania między wyspami, z większą, oceaniczną falą i spokojnego cruisingu po zawietrznej stronie wysp.

Kiedy płynąć na Małe Antyle? Czyli jak wybrać najlepszy termin.

Grudzień–kwiecień to szczyt sezonu i najlepszy kompromis między siłą wiatru a bezpieczeństwem – sezon huraganów oficjalnie kończy się 30 listopada, a zaczyna dopiero 1 czerwca, więc te miesiące są od niego całkowicie wolne. Stabilny pasat, minimum opadów, ciepła woda – to definicja karaibskiej pocztówki. Styczeń i luty to jednocześnie najwyższe ceny czarterów i najbardziej obłożone bazy jachtowe.

Kwiecień i maj to moja ulubiona pora – wiatr wciąż wieje pewnie i znacznie łagodniej niż w styczniu, sezon turystyczny się kończy, ceny jachtów potrafią być zauważalnie niższe niż w szczycie, a na kotwicowiskach i w marinach robi się swobodniej. Sezon huraganów formalnie startuje dopiero 1 czerwca, więc kwiecień-maj to wciąż w pełni bezpieczne okno pogodowe – i moim zdaniem najlepszy stosunek jakości żeglugi do ceny w całym roku. Jeśli nie oczekujesz pełnych beach-barów – śmiało wybierz kwiecień klub maj.

Czerwiec–listopad to karaibski sezon deszczowy i sezon huraganów. Pasat słabnie i traci na regularności, przechodząc czasem w krótkotrwałe cisze, a między sierpniem a październikiem trzeba na bieżąco śledzić prognozy tropikalne – to szczyt aktywności huraganowej na Atlantyku. Większość flot czarterowych w tym okresie mocno ogranicza dostępność jachtów lub przenosi je poza strefę zagrożenia. Rejsy oczywiście są możlwie, ale raczej w południowej części archipelagu, gdzie prawdopodobieństwo huraganu jest niemal pięciokrotnie niższe niż na Kubie czy Jamajce. Wymaga to także bardziej skrupulatnego planowania i elastyczności, bo jedna depresja tropikalna potrafi pokrzyżować mocno plany rejsu. Ale… mieszkałem na jachcie i żeglowałem tam przez cały rok, więc… da się!

Na czym żeglujemy?

Na Małych Antylach królują katamarany – i nie bez powodu. Duża, stabilna platforma bez przechyłów, płytkie zanurzenie pozwalające podejść blisko rajskich plaż i mnóstwo przestrzeni do chillowania między jednym kotwicowiskiem. Pływamy katamaranem wielkości 42–46 stóp, 4 kabinowym, gdzie każda kajuta ma własną łazienkę. Najczęściej na jachcie znajduje się generator i klimatyzacja (na Karaibach to często konieczność w pełnym słońcu). Ta przestrzeń pozwala na zamontowanie odsalarki, co daje pełną niezależność od portów i możliwość prysznica po każdej kąpieli w morzu.  Podobnie jak na innych moich rejsach – nie lubię „kurnika”, więc na pokładzie maksymalnie 8  gości (wariant 4 kabiny) lub 10 osób (wariant 5 kabin).

Jeśli lubisz ścisk, kolejkę do prysznica i reglamentowanie wody do mycia – zapraszam do konkurencji.

Cena: od 1 800 EUR / 2 tygodnie/ miejsce w kabinie 2 osobowej 

W cenie: miejsce na jachcie, ponton z silnikiem, zabawki wodne, opieka polskojęzycznego skippera znającego akwen

Kasa jachtowa: 300 euro + 800 XCD (dolary karaibskie, równowartość ok. 300 USD) rozliczana po rejsie (paliwo, cumowanie, opłaty za odprawę wjazdową/wyjazdową między wyspami – na Małych Antylach żeglujemy przez kilka niepodległych państw i terytoriów, więc formalności celno-imigracyjne są tu codziennością)

TUTAJ Zobacz kalendarz rejsów

Trasa 1: Martynika – St. Lucia – St. Vincent – Grenadyny 

To klasyka Małych Antyli i moja rekomendacja na pierwszy kontakt z Karaibami pod żaglami. Start z Le Marin na Martynice – największej i najlepiej zaopatrzonej mariny w tej części archipelagu, ok. godziny drogi od lotniska w Fort-de-France. Stąd, przy stałym pasacie, St. Lucia channel (Rodney Bay lub Marigot Bay) pokonuje się w 4–6 godzin. Po drodze – albo już na miejscu – warto zahaczyć o Soufrière i słynne Pitony, dwa wulkaniczne szczyty wpisane na listę UNESCO, będące wizytówką wyspy.

Dalej, kanałem Św. Wincentego, docieramy do wyspy St. Vincent – dzikszej, mniej turystycznej wyspy porośniętej lasem deszczowym, z zatokami Wallilabou Bay i Cumberland Bay (tu kręcono „Piratów z Karaibów”). Stąd zaczyna się prawdziwa perła trasy – Grenadyny: Bequia z klimatyczną Admiralty Bay, ekskluzywne Mustique, ciche Canouan i Mayreau, a przede wszystkim Tobago Cays – rezerwat morski z turkusową laguną, rafą koralową i żółwiami (Caretta Caretta), który zwyczajowo okrzykuje się najpiękniejszym kotwicowiskiem na Karaibach. Trasę można zamknąć na Union Island lub – dla ambitniejszych – popłynąć jeszcze dalej, na Grenadę.

Cała pętla to ok. 200–250 mil morskich w dwa tygodnie, oferuje mix intensywnej żeglugi, także nocnej z nieśpiesznym żeglowaniem po zawietrznej stronie wysp oraz zwiedzaniem najciekawszych miejsc archipelagu.

Trasa 2: Gwadelupa – Îles des Saintes – Antigua – Barbuda 

Ta trasa ma zupełnie inny rytm – więcej francuskiego sznytu na starcie, i więcej angielskiej kolonialnej historii w trakcie. Start z mariny Bas-du-Fort w Pointe-à-Pitre na Gwadelupie, dziesięć minut od lotniska. Pierwszy przystanek to zwykle Îles des Saintes (ok. 25 mil) – archipelag mini-wysepek jak z pocztówki, z Terre-de-Haut, fortem Napoleona i zatoką Pain de Sucre, jedną z najładniejszych kotwic w regionie, którą wielu porównuje do zatoki Rio de Janeiro. Gwadelupa to także możliwość zanurkowania w rezerwacie Jacquesa Cousteau – wspaniałeym miejscu z licznymi ławicami ryb, żółwami i koralami.

Z Saintes kierujemy się na północ, mijając w zawietrznej Montserrat z jego wciąż aktywnym wulkanem Soufrière Hills (strefa wykluczenia na południu wyspy jest wyraźnie oznaczona na mapach – trzymamy się od niej z daleka), aż docieramy do Antigui. English Harbour z Nelson’s Dockyard to jeden z najbardziej kultowych portów żeglarskich na Karaibach – i baza słynnej Antigua Classic Yacht Regatta w kwietniu. Wyspa reklamuje się hasłem „365 plaż – po jednej na każdy dzień roku” i naprawdę trudno się z tym nie zgodzić.

Ostatni akcent trasy to Barbuda – płaska, słabo zaludniona wyspa z jedną z najpiękniejszych różowych plaż na świecie (Pink Sand Beach) i ogromnym rezerwatem fregat w lagunie Codrington – największą kolonią tych ptaków na półkuli zachodniej. To kierunek dla tych, którzy chcą zobaczyć Karaiby mniej stratowane przez turystykę masową.

Ta trasa to ok. 150–200 mil w dwa tygodnie z jednym dłuższym przelotem (Saintes–Antigua, ok. 45–50 mil).