Żeglarstwo to coś więcej niż sport czy hobby. To styl życia, który uczy pokory wobec natury, samodyscypliny i pracy w zespole. Wielu osobom wydaje się, że to zajęcie zarezerwowane dla elity – milionerów w białych spodniach popijających szampana. Nic bardziej mylnego.

Wejście w świat żagli jest dziś prostsze i tańsze niż kiedykolwiek wcześniej. Nie musisz mieć własnej łodzi, nie musisz urodzić się nad morzem ani dysponować fortuną. Wystarczą chęci i dobry plan. Oto Twoja mapa drogowa, jak krok po kroku stać się pełnoprawnym żeglarzem.

Krok 1: Sprawdź, czy to w ogóle dla Ciebie

Zanim zainwestujesz pieniądze w kurs i profesjonalny sztormiak, zrób „jazdę próbną”. Żeglarstwo na zdjęciach wygląda romantycznie, foldery reklamowe wabią zdjęciami kadłuba leniwie unoszącego się na wodzie w odludnej lagunie o krystalicznie czystej wodzie. I to jest prawda; a dokładnie jej część. Bo żeglarstwo potrafi być mokre, zimne, ciasne, wymagające fizycznie i z niedoborem snu. Wszystko to kwestia tego gdzie, kiedy i z kim się wybierzesz. To trochę jak z jazdną na rowerze – trudno porównać przejażdżkę po mieście w ciepłe, wioseenne popołudnie i Tour de France czy ekstremalny downhill; choć wszędzie mamy dwa koła, pedały i kierownicę… A zatem:

  • Wybierz się na rejs turystyczny: Zabierz się ze znajomymi na weekend lub wykup miejsce w komercyjnym rejsie weekendowym. Mazury czy liczne Polskie jeziora to dobre miejsce na start – na śródlądziu choroba morska praktycznie nie występuje. Za to łatwo zatrzymać się przy brzegu by coś zjeść czy skorzystać z toalety.
  • Obserwuj swoje reakcje: Jak znosisz kołysanie? Czy nie przeszkadza Ci brak prywatności na małej powierzchni? Czy potrafisz współpracować z innymi?
  • Poczuj „bakcyla”: Jeśli po dwóch dniach w deszczu, ciągnięciu lin i spaniu w śpiworze nadal uśmiechasz się na widok wody – gratulacje, masz zadatki na żeglarza.

Krok 2: Zrób Patent Żeglarza Jachtowego

Choć w Polsce można prowadzić niektóre jachty bez uprawnień (np. małe żaglówki do 7,5 m długości), warto rozwijać swoję wiedzę i zdobywać nowe umiejętności. Najlepiej pod okiem doświadczonych żeglarzy i dydaktyków. 

  • Kurs: Zapisz się na kurs na patent Żeglarza Jachtowego. Możesz wybrać tryb weekendowy (jeśli mieszkasz blisko wody) lub tygodniowy obóz szkoleniowy (najlepsza opcja, bo uczy życia na jachcie 24/7).
  • Czego się nauczysz? Podstaw nawigacji, przepisów, meteorologii, ratownictwa, wiązania węzłów oraz – co najważniejsze – manewrowania jachtem pod żaglami i na silniku.
  • Egzamin: Kurs kończy się egzaminem państwowym (teoria + praktyka). Zdanie go daje Ci uprawnienia do prowadzenia jachtów żaglowych po wodach śródlądowych bez ograniczeń oraz po morzu (w strefie 2 mil od brzegu, w porze dziennej jachty o długości do 12 metrów).

Krok 3: Pływaj, pływaj i jeszcze raz pływaj

„Patenty nie pływają”. Największym błędem nowicjuszy jest przekonanie, że po kursie wiedzą już wszystko. Dlatego warto spojrzeć w lustro i uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie „ile tak na prawdę umiem?”. I żeglować w granicach swoich umiejętności, rozwijając je. Bo brutalną prawdą jest to, że morze, czy szerzej – woda, rzadko wybacza błędy. A lekkomyślność – nigdy.

  • Zostań załogantem w bardziej doświadczonej załodze: Nie musisz od razu być sterem, żeglarzem i okrętem. Dołączenie do bardziej doświadczonej załogi pozwala uczyć się od bardziej doświadczonych skipperów, zwłaszcza na ich błędach. Często można znaleźć oferty wyjazdów niekomercyjnych i to jest najtańsza opcja na żeglarski wyjazd. Choć warto mieć świadomość, że wyjazd jest niekomercyjny wtedy i tylko wtedy, kiedy wszyscy jego uczestnicy (a więc i skipper!) składają się po równo na wydatki związane z jachtem czy portami. Minusem tego rozwiązania jest fakt, że skipper na takim rejsie nie musi być jakoś niezwykle bardziej doświadczony. Być może miał tylko więcej odwagi, by zorganizować wyjazd. 
  • Zostań skiperem: Żaden rejs, na którym jesteś załogantem, nie nauczy Cię tyle ile Twój pierwszy rejs kapitański. I nie dostarczy tylu siwych włosów 😀 Choćbyś pływał z Mateuszem Kusznierewiczem czy Robertem Knox-Jonstonem, to fakt, że zawsze możesz zapytać kogoś bardziej doświadczonego jest niezwykłym komfortem. Zrozumiesz to w pełni, kiedy to na Ciebie będą patrzeć z niemym pytaniem w oczach „czy się aby nie za mocno przechylamy”? 

Krok 4: Wyjdź na morze

„Ten, kto dzielny, to na morzu
Neptun sprawdził, co jest wart
Tego brać żeglarska przyjmie
Kto w rękawie nie ma kart.

Morze łączy, morze brata
Może to prawdziwy raj
Opłyniemy kawał świata
Żeglarz wszędzie kumpla ma…”

„Z szeklą w herbie”

Żeglarstwo morskie różni się od śródlądowego – wymaga znacznie większej znajomości nawigacji, obsługi radia, pływów i radzenia sobie z chorobą morską.

  • Rejs stażowy: Trochę jak na śródlądziu – najpierw zobacz czy Morze jest dla Ciebie. Zapisz się na rejs po Bałtyku czy Morzu Śródziemnym. Pamiętaj, że akwen, pora roku i rodzaj rejsu mocno wpływają na to czy będzie to jachting, żeglarstwo czy „niedźwiedzie mięso”. Zbieraj opinie z rejsów. To one dokumentują godziny stażowe, które będą Ci potrzebne do zdobycia wyższych stopni.
  • Jachtowy Sternik Morski: Gdy poczujesz się pewnie i uzbierasz odpowiedni staż, zrób kurs na Jachtowego Sternika Morskiego. To patent, który pozwala prowadzić jachty do 18 metrów długości po wodach morskich.

Krok 5: Pływaj, pływaj i jeszcze raz pływaj

Stare przysłowie żeglarskie mówi, że początkujący skipper ma dużo szczęścia i mało doświadczenia, musi więc szybko nabywać doświadczenia, zanim skończy mu się szczęście. Kiedy miałem na liczniku 6 500 mil i 10 poprowadzonych rejsów, wydawało mi się, że w zasadzie umiem wszystko. Nie umiałem. Dalej się uczę a Morze wciąż potrafi być nieprzewidywalne. I nie zamierzam nikogo zniechęcać! Broń borze zielony! Zachęcam jedynie do pewnej rozwagi i nieustannej nauki. 

FAQ – Najczęściej zadawane pytania

Czy muszę umieć pływać wpław, żeby żeglować?

Przepisy tego nie wymagają, ale dla własnego bezpieczeństwa i komfortu psychicznego – tak, powinieneś. Jeśli nie potrafisz pływać, powinieneś bezwzględnie przebywać na pokładzie w kamizelce ratunkowej. Historyczną ciekawostką jest to, że marynarze najczęściej pływać nie umieli. 

Czy żeglarstwo jest drogie?

To trochę jak pytanie „czy drogi jest samochód?”. Może być, ale nie musi. Wyjazd na Mazury ze znajomymi, gdzie dzielicie koszty wynajmu jachtu i jedzenia, to kwota w okolicach 1 000 PLN od osoby za tydzień. I to na przełomie czerwca i lipca, czyli w sezonie. Dla porównania – dwutygodniowy rejs po drugiej stronie globusa, wraz z lotami i wydatkami dookoła, to kwoty zaczynające się od kilkunastu tysięcy złotych. Jeśli zwiększymy wielkość jachtu i komfort (kucharz, hostessa, etc.) to tydzień może kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy. Stosunkowo drogie są kursy, gdzie koszt jachtu i instruktora rozkłada się na mniejszą załogę – to kwota kilku tysięcy złotych. A im kurs bardziej specjalistyczny – tym droższy. Droga jest także profesjonalna odzież żeglarska, choć i tutaj ceny różnią w się w zależności od firmy i przeznaczenia – inny sztormiak wybierzesz na Mazury a inny na żeglugę w rejonach polarnych. I jest to wydatek jednorazowy a ubiór posłuży Ci długie lata. No i jest jeszcze Decathlon. W ciepłych rejonach sprawdza się świetnie. Mój, bardzo podstawowy, sztormiak z Deca przepłynął ponad 23 000 mil. Ale nie poszpanuję nim w tawernie.

Czy jestem za stary na naukę żeglarstwa?

Nigdy. Na wodzie spotyka się dzieci i osoby na emeryturze. Żeglarstwo turystyczne nie wymaga kondycji olimpijczyka. Wystarczy przeciętna sprawność fizyczna, wszak nie musisz wybierać lin na czas; to nie regaty. Na pewno przeciwwskazaniem są zaburzenia równowagi. 

Co jeśli mam chorobę lokomocyjną?

Większość ludzi (wg badań ok. 70%) na początku żeglugi ma chorobę morską. Okres adaptacji organizmu do kołysania to zazwyczaj 2-3 dni… W przypadku ciągłego rejsu. Jeśli zapiszesz się na rejs turystyczny, na pewno po pierwszym dniu żeglugi staniecie w na noc w porcie. Z mojego doświadczenia wynika, że następnego dnia już nikt nie choruje. Jeden dzień bujania + spokojna, przespana noc pozwalają na bezproblemowe cieszenie sie żeglarstwem przez resztę tygodnia. Oczywiście – można sobie pomóc farmakologicznie, choć na ogół minusem przyjmowania tabletek na chorobę morską jest fakt, że okres adaptacji trwa dłużej. Ale co najważniejsze – choroba morska nie dyskwalifikuje Cię jako żeglarza – nawet admirał Nelson na nią cierpiał!