Życie na jachcie: Marzenie a rzeczywistość. Jak wygląda codzienność na wodzie?

Instagramowe profile pełne są zdjęć ludzi opalających się na dziobie jachtu z kieliszkiem szampana w ręku. Taki obraz życia na jachcie – jako niekończących się wakacji w luksusie – mocno zakorzenił się w naszej świadomości. Jednak rzeczywistość, choć piękna, jest znacznie bardziej złożona i wymagająca.

Życie na jachcie, niezależnie od tego, czy jest to tygodniowy rejs wakacyjny, czy decyzja o zamieszkaniu na łodzi na stałe, to szkoła kompromisu, minimalizmu i zaradności. No chyba, że masz budżet jak Jeff Bezos czy Elon Musk, wtedy raczej sky is the limit.  Jednak dla większości posiadaczy czy użytkowników jachtów klasy średniej istnieje cena, którą płaci się za dużą dozę wolości. Bo widok z okna (bulaju) może zmieniać się każdego dnia, pod warunkiem, że sam o to zadbasz. Jak naprawdę wygląda codzienność na kilku(dziesięciu) metrach kwadratowych kołyszącej się podłogi?

Przestrzeń, czyli sztuka minimalizmu

Pierwszym szokiem dla osoby, która wchodzi na pokład, jest skala. Na 12-metrowym jachcie jednokadłubowym przestrzeń życiowa jest mniejsza niż w kawalerce. Ale 15-16 metrowy katamaran oferuje w okolicy 150 metrów kwadratowych powierzchni mniej lub bardziej użytkowej.

  • Brak prywatności: Ściany kabin są cienkie, a przestrzeń wspólna (mesa) służy jednocześnie za salon, jadalnię, biuro i kuchnię. Oczywiście – jeśli to Twój prywatny jacht lub żeglujesz sam czy z rodziną – nie różni się to zasadniczo niczym od mieszkania na lądzie. No może poza tym, że do sklepu pływasz pontonem. Jednak styuacja zmienia się diametralnie jeśli wybierasz się na typowy rejs, lub zabierasz klientów na swój jacht celem podratowania budżetu. Wtedy przekonujesz się, że jacht to mała przestrzeń, gdzie trudno o intymność czy chwilę samotności. I musisz nauczyć się żyć z ludźmi non-stop.
  • Wszystko ma swoje miejsce: Na morzu bałagan jest niebezpieczny. Latająca książka czy kubek podczas przechyłu mogą wyrządzić krzywdę; a co dopiero nóż. Dlatego po użyciu każdą rzecz trzeba natychmiast schować do szafki lub jaskółki i zabezpieczyć przed wypadnięciem.
  • Minimalizm w garderobie: Na rejs nie zabierzesz ze sobą połowy szafy, bo zwyczajnie się nie zmieści. Rejs, zwłaszcza w ciepłym rejonie, to bardzo ożywcze doświadczenie. Zobaczysz bowiem jak niewiele ubrań, czy szerzej – rzeczy – potrzebujesz. Co więcej – nie będzie to stanowiło żadnego problemu, bo wszyscy żeglarze prezentują ten sam poziom luzu. No może poza jakimiś snobistycznymi yachtclubami.
  • Mały warsztat w bakiście: Życie na jachcie uczy samodzielności, majsterkowania i bycia „złotą rączką”. Oczywiście, możesz z każdą pierdołą dzwonić po fachowca, ale jeśli uświadomisz sobie, że jego godzina pracy to od 50 euro w górę, to szybko zaczniesz kalkulować. A skoro naprawiasz sam, to niezbędnę są narzędzia. Wybierając się także gdzieś poza Europę warto mieć zapas podstawowych części zamiennych typu pompa wody, rozrusznik do silnika, paski klinowe, filtry, żarówki, bezpieczniki, przewody… Wiele zależy od rejonu gdzie się wybierasz. Ale nawet żeglując po Europie czekanie na kuriera z zamówioną częścią może zająć tydzień i więcej. W 2022 roku dziesięć dni czekaliśmy nieopodal Almerii, w Hiszpanii, na śrubę do jachtu, która została zamówiona. A przecież to Unia Europejska, środek cywilizacji, dwa sklepy żeglarskie i stocznia w marinie! Pomyśl więc jak wygląda dostępność części na odległych, małych wyspekach. 

Zasoby: Woda i prąd nie są nieograniczone

Na lądzie odkręcasz kran i woda leci. Wkładasz wtyczkę do kontaktu i telefon się ładuje. Na jachcie, kiedy stoisz na kotwicy (poza portem), musisz mieć świadomość ograniczonych zasobów.

  • Woda słodka: Zbiorniki mają swoją pojemność, zazwyczaj kilkaset litrów. Nawet jeśli na jachcie jest odsalarka, co w dalekich rejsach jest standardem*, to ogranicza nas jej wydajność – kilkadziesiat – sto litrów na godzinę. Aby napełnić zbiorniki musi pracować kilka godzin. Nie ma więc mowy o zmywaniu przy otwartym kranie. Aby pracowała potrzebuje prądu, przy czym jej moc jest na tyle duża, że akumulatory nie wystarczają. Trzeba włączyć silnik lub generator, chyba, że masz na jachcie dużo paneli słonecznych. Zatem prysznic nie stanowi problemu, ale na wannę raczej miejsca nie ma.
  • Prąd: Energia pochodzi z akumulatorów, które ładują się podczas pracy silnika lub z paneli słonecznych. Używanie suszarki do włosów, czajnika elektrycznego czy prostownicy na środku morza zazwyczaj nie wchodzi w grę (chyba że masz potężny generator). Musisz ciągle monitorować stan naładowania baterii bo zbyt duże rozładowanie baterii (akumulatorów) prowadzi do ich szybszego zużycia. A ładowanie przy pomocy silnika lub generatora zużywa ropę. A zapas ropy w zbiorniku nie jest nieograniczony, co jest szczególnie istotne podczas przelotu przez ocean ale też podczas kotwiczenia w odludnych (i pieknych) rejonach globu.
  • Toaleta: Jachtowa toaleta (kingston) to delikatne urządzenie. Zapchanie jej to jedna z najgorszych awarii na rejsie i chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego. Dlatego obowiązuje żelazna zasada: nic, co nie zostało zjedzone, nie ląduje w toalecie.

Codzienna rutyna – to nie tylko opalanie

Życie na jachcie to ciągła praca. Jacht w morzu wymaga nieustannego nadzoru i konserwacji.

  • Sprzątanie: Sól morska osiada wszędzie. Osiada na metalu, wnika w przewody elektryczne i elektronikę. A to sprzyja korozji. Jeśli materac zostanie zalany wodą morską, to samo wysuszenie niewiele da. Sól pozostanie w materiale i gąbce, więc kiedy powietrze będzie mocno wilgotne materac zacznie tę wilgoć absorbować. Regularne spłukiwanie pokładu słodką wodą (w porcie) to podstawa. Zakamarki w gtetingach (podnoszona podłoga) uwielbiają zbierać kurz, piasek i to co się wylało w kuchni. A kiedy trafi to do zęzy (pod greting) – zaczyna żyć własnym życiem, więc porządek to podstawa.
  • Gotowanie: Przygotowanie posiłku na kołyszącym się jachcie to wyzwanie. Kuchenka jest zawieszona na przegubie (kardanie), by poziomować się względem przechyłów, ale kucharz już nie. Gotowanie wymaga akrobacji i uwagi, by nie wylać wrzątku. Ale o tym jest osobny wpis. 
  • Zakupy (Prowiant): To zawsze logistyczna operacja. I nawet kiedy nie planujesz rejsu przez Ocean a jedynie kilka dni w odludnej zatoce – musisz przemyśleć zakupy. No i nie zawsze da się dowieźć wszystko bezpośrednio na jacht. Często trzeba wszystko przynieść przez pół portu lub ze sklepu do miejsca gdzie zostawiłeś ponton. A na pontonie dobrze jest nie zamoczyć zakupów, bo mokry chleb… wiadomo. 
  • Maintenance: To tak zwana proza życia. Założenie łatki na żagiel, sprawdzenie stanu takielunku, wymiana oleju w silniku, serwis odsalarki, naprawienie cieknącej rury czy kalibracja autopilota, który przestał działać poprawnie. Drobiazgi, do których szkoda wzywać fachowaca, ale które muszą zostać zrobione.
  • Zarabianie: Jacht to spora skarbonka. Jeśli nie masz pokaźnego konta w banku, to trzeba jeszcze na to wszystko zarobić. Ale to temat na osobny wpis.

Relacje międzyludzkie – test charakteru

Włodzimierz Wysocki śpiewał:
„Yesli drug okazalsya vdrug
I ne drug, i ne vrag, a – tak,
Yesli srazu ne razberesh’,
Plokh on ili khorosh,

Parnya v gory tyani – riskni!
Ne brosay odnogo yego,
Pust’ on v svyazke v odnoy s toboy
Tam poymesh’, kto takoy…”
                     – Pesnya o druge (Pieśń o przyjacielu).

Na jachcie sytuacja jest bardzo podobna. Może nie na turystycznym rejsie przy pieknej pogodzie. Nie mniej mała przestrzeń, stres związany z pogodą, zmęczenie wachtami i brak możliwości „wyjścia i trzaśnięcia drzwiami” sprawiają, że emocje szybciej biorą górę. A przez dwa tygodnie nie da się udawać. Życie na jachcie wymaga umiejętności pracy w zespole i dużej empatii a konflikty trzeba rozwiązywać natychmiast. Są też jasne strony –  wspólne przeżycia, zwłaszcza te trudne jak walka z żywiołem (i nie ważne, że czasem ten „żywioł” to 5 stopni w skali) cementują i budują poczucie siły i sprawczości. Wspólne wieczory w kokpicie, gdzie jeszcze raz przeżywacie trudności dnia czy etapu, podlane dawką alkoholu stawiają podwaliny pod przyjaźnie. A jeśli wspólnie przepłyniecie Ocean… 

Dlaczego warto?

Skoro jest ciasno, wilgotno, trzeba oszczędzać wodę i ciągle pracować, dlaczego ludzie marzą o życiu na jachcie?

  • Wolność: Twój dom jest tam, gdzie rzucisz kotwicę. Możesz budzić się codziennie w innej zatoce, albo stać w miejscach gdzie jacht to jedyny sposób dotarcia. Ewentualnie helikopter. Znam takie miejsca, gdzie ludzie płacą tysiąc dolarów za noc w hotelu na wodzie. A ja stoję jachtem kilkaset metrów dalej i mam ten sam widok, tę samą rafę, tę samą cudownie ciepłą wodę. Dużo taniej. 
  • Bliskość natury: Wiesz jak to jest pić poranną kawę mocząc nogi w wodzie na platformie kąpielowej jachtu, patrząc żółwiowi (caretta caretta) w oczy? Albo uprawiać jogę patrząc na słońce wstające nad zatoką? A może stać na dziobie, który raźno tnie fale, podczas gdy obok skaczą delfiny? Ja wiem. I to są przeżycia, których nie da się wycenić.
  • Prostota: Życie na jachcie uwalnia od nadmiaru bodźców, konsumpcjonizmu i pędu. Kiedy płyniesz dłuższy odcinek, to przez pierwszy dzień – dwa masz w sobie niepokój. Taki lądowy imperatyw, że trzeba coś robić, bo czas ucieka, że nie można tak po prostu siedzieć. Drugiego – trzeciego dnia to mija. Wchodzisz w rytm wyznaczany przez pory wacht i posiłki. Śpisz, czytasz, wachtujesz. Czasem poćwiczysz, czasem są jakieś nadprogramowae zajęcia (zmiana żagli, naprawa czegoś). Płyniesz w rytmie Oceanu. Przestajesz myśleć o mailach, spotkaniach, pilnych telefonach. Jesteś tu i teraz. Z tymi ludźmi. Problemy stają się prostsze: czy jest bezpiecznie? czy mamy co jeść? czy pogoda jest dobra? To niesamowity reset dla głowy.

FAQ – Najczęściej zadawane pytania

Czy na jachcie jest zimno?

To zależy od regionu, pory roku i typu jachtu. Natomiast na bardzo wielu jachtach, także czarterowych, instalowane jest Webasto (system ogrzewania). Pozwala ono na komfortową temperaturę pod pokładem, nawet gdy na zewnątrz jest kilka stopni. Co istotniejsze – osusza ono powietrze, co szalenie istotne, bo jachty przygotowane do pływania w ciepłych rejonach czy porach roku, nie posiadają izolacji termicznej na burtach, więc wilgoć skrapla się na suficie i ścianach.  Jest ono montowane nawet na małych, Mazurskich, jednostkach. Można więc żeglować od wiosny do późnej jesieni. 

Jak wygląda pranie na jachcie?

Na małych jachtach nie ma pralek. Pranie robi się ręcznie lub – co jest znacznie wygodniejsze – korzysta się z pralni dostępnych w marinach portowych. Na jednostkach dłuższych niż 14 metrów pralki są coraz częściej spotykane. Oczywiście mówimy o prywatnych jachtach, bo na jachcie czarterowym, na który przyjeżdżasz na tydzień, pralka jest zbędna.

Czy można pracować zdalnie z jachtu?

Tak, coraz więcej osób to robi (tzw. digital nomads). Kluczem jest dostęp do internetu. W portach jest Wi-Fi (często słabe), ale lokalne karty sim pozwalają na w zasadzie nielimitowany dostęp do Internetu. Kilka lat temu game-changerem stał się Starlink, który pozwala na wideokonferencje na środku oceanu. To nie żart. Na środku Oceanu Indyjskiego miałem ping na poziomie 20 ms, więc można by grać w gry sieciowe. Starlink z roamingiem morskim to koszt kilkuset dolarów miesięcznie, ale pracować możesz dosłownie z każdego miejsca na świecie.

Czy choroba morska mija?

U większości osób tak. Organizm zazwyczaj przyzwyczaja się do błędnika w ciągu 2-3 dni. Jeśli to rejs non-stop. Ważne jest, aby w tym czasie przebywać na pokładzie, patrzeć na horyzont i unikać siedzenia pod pokładem. Jeśli natomiast po pierwszym dniu żeglugi zawitamy do portu, zejdziemy na ląd i zjemy coś dobrego – następnego dnia zazwyczaj nie ma już żadnych dolegliwości.